Kazimierz Braun, profesor State University of New York napisał o reportażach Andrzeja Dudzińskiego z tomu "Europy gdański kalendarz":
Literatura porządkuje świat poziomo i pionowo. Godzi nas z bliźnimi i kulturą, łączy z przeszłością i otwiera na przyszłość. Takie jest właśnie pisarstwo Andrzeja Dudzińskiego: Miłością obejmuje wszystkich gdańszczan i samo miasto, uczy pamiętać dobro a przebaczać zło, uzdalnia do nadziei.
Z okazji wydania książki i jej promocji w "Golden Bookstore" Adam Lizakowski przeprowadził z autorem rozmowę opublikowaną w "Kurierze Codziennym". Oto fragmenty:
Adam Lizakowski: Twoj najnowszy wybor reportazy zebrales w
ksiazke pt. "Europy gdanski kalendarz". Teksty te wczesniej byly
publikowane na lamach "Dziennika Zwiazkowego". A potem zdobyly Grand
Prix na konkursie zorganizowanym z okazji 1000-lecia Gdanska. Czy
moglbys powiedziec cos wiecej o tych reportazach, a takze o swojej pracy
reportera od strony kuchni dziennikarskiej? Ile czasu pracowales nad
tymi tekstami? Jak narodzil sie pomysl ich napisania?
Andrzej Dudzinski: Prace dziennikarska charakteryzuje bezustanny
pospiech. Wszystko jest "na wczoraj". Zdarza sie, ze uda sie zebrac
interesujacy material, ale tekst nie powstaje, poniewaz potrzeby
redakcji sa ukierunkowane w inny sposob. Czesto zamiast ciekawego
reportazu redaktor wybiera krotki "hit" na pierwsza strone, bo to on tak
naprawde, a nie reportaz, chocby najlepszy, sprzedaje gazete. Reporter
nie ma wiec czasu na pisanie duzego tekstu, bo musi sie akurat skupic
nad sensacyjka, o ktorej i tak nikt nie bedzie pamietal za dwa dni...
Zdarza sie wiec, ze zebrany material wedruje do szuflady. Podobnie bylo i
z tekstami o Gdansku. Siegnalem do notatek i napisalem je dopiero po
pewnym czasie. Mysle, ze dobrze sie stalo, bo w momencie pisania mialem
juz wyrobiony poglad na wiele kwestii, a material, sadzac po nagrodzie,
nie zestarzal sie za bardzo...
Adam Lizakowski: Gdansk to dziwny splot polsko-niemiecki. Wiem,
ze bywales w Niemczech. Czy spotkales sie z tamtejszymi interpretacjami
historii tego miasta? Moze spotkales ludzi, ktorzy od pokolen zyli w
Gdansku, a potem musieli to miasto opuscic?
Andrzej Dudzinski: Gdanszczan spotykalem nie tylko w Niemczech.
Takze w Stanach Zjednoczonych, na Guadelupie, w Danii, nawet na
Litwie... Zawsze byly to bardzo interesujace spotkania. Nie wszyscy
gdanszczanie to Niemcy. To takze Zydzi, Litwini. Spotkalem rowniez Polaka o
bardzo pokreconym zyciorysie. Zerwal z rodzina, bo wydawalo mu sie, ze
jest Niemcem, a potem, juz na emeryturze wrocil do swoich prawdziwych
korzeni... Nigdy jednak nie uslyszalem, ze Gdansk byl miastem
niemieckim. Co najwyzej, ze byly czasy, kiedy wiekszosc jego mieszkancow
stanowily osoby mowiace po niemiecku.
Adam Lizakowski: Poznalem cie kilka lat temu i po jakims czasie
zniknales mi z oczu. Pozniej znow sie odnalazles w Chicago. Okazalo sie,
ze byles w Polsce. Opowiedz cos o Polsce z punktu widzenia dziennikarza
zyjacego i pracujacego poza jej granicami. Jak polskie mass-media
dostrzegaja Polonie i nas Polakow w Ameryce?
Andrzej Dudzinski: To przykre, ale nie sa w ogole zainteresowane
sprawami Polonii. Chyba ze chodzi o jakis dorazny, spektakularny akt
polityczny z udzialem niektorych dzialaczy Kongresu Polonii
Amerykanskiej lub afery kryminalne. Niestety, taka jest prawda.
Redaktorzy w Polsce bardziej zainteresowani sa sprawami amerykanskimi i
plotkami towarzyskimi ze swiata NBA i Hollywood.
Adam Lizakowski: Czy zalujesz swojej decyzji pozostania w Ameryce?
Andrzej Dudzinski: Nie. To nie jest kwestia zalu. Mysle, ze pobyt
w Ameryce dal mi mozliwosc eksplorowania takich obszarow
dziennikarskiej aktywnosci, jakiej nigdy nie mialbym pozostajac w
Polsce.
Adam Lizakowski: Jestes dziennikarzem polonijnym...
Andrzej Dudzinski: Bylbym ostrozny okreslajac siebie mianem
dziennikarza polonijnego. Nie ograniczam sie wylacznie do tematyki polonijnej.
Moje dwie ostatnie ksiazki nie traktuja o Ameryce w ogole. Poza tym, co
najwazniejsze, rzemiosla dziennikarskiego uczylem sie w Polsce i to dla
mnie jest ważnym punktem odniesienia.
Adam Lizakowski: A jednak redaktor naczelny "Dziennika
Zwiazkowego" Wojciech Bialasiewicz w notce na okladce twojej ostatniej
ksiazki okreslil cie jako "czolowego reportera wspolczesnej amerykanskiej prasy polonijnej". Co o tym sadzisz?
Andrzej Dudzinski: Dziennikarstwo to rzemioslo i ciezka praca, a
nie zawody sportowe, w ktorych rozdaje sie medale i bije rekordy. Kazdy
reporter jest inny. Kazdy ma swoje wady i zalety. Jeden czuje sie lepiej
w jednym zakresie tematycznym, drugi w innym. Klasyfikowanie nie jest
chyba najwlasciwsze, ale milo mi, ze tak doswiadczony dziennikarz jakim
jest Wojtek, zaliczyl mnie do tutejszej czolowki.
Adam Lizakowski: A zatem zgadzasz sie, aby cie zaliczyc do grona dziennikarzy polonijnych chocby ze wzgledu na miejsce zamieszkania?
Andrzej Dudzinski: Skoro tak bardzo zalezy ci na klasyfikowaniu,
prosze bardzo. Z tym, ze dziennikarz to taki sam zawod jak kazdy inny,
wiec czy mozna o kims powiedziec, ze jest inzynierem polonijnym,
kierowca polonijnym, czy tez kucharzem polonijnym?
Adam Lizakowski: Czy powstaly kiedys reportaze o Polonii Amerykanskiej?
Andrzej Dudzinski: Oczywiscie, bardzo wiele. Ale do tej pory nie było książki. Jest jednak dobra wiadomość. Niedługo będzie. Obecnie koncze przygotowania do
wydania moich reportazy, ktorych bohaterami sa przedstawiciele
najnowszej grupy polskich emigrantow w Chicago.
Adam Lizakowski: Co to bedzie?
Andrzej Dudzinski: W skrocie mozna powiedziec, ze ksiazka, w
ktorej czytelnik bedzie mogl odnalezc wszystkie najwazniejsze problemy, z
jakimi spotykamy sie w polskich dzielnicach, m.in na Jackowie. Rowniez te przykre i smutne. Choc nie
tylko. Z pewnoscia nie zabraknie elementow humorystycznych. Bo takie
jest przeciez zycie emigranta.
Adam Lizakowski: Kiedy ksiazka ukaze sie w ksiegarniach?
Andrzej Dudzinski: To kwestia najbliższych miesięcy.
Adam Lizakowski: Przed laty wspolpracowales z prasa polonijna. Czy moglbys ja scharakteryzowac?
Andrzej Dudzinski: Ciesze, ze jest. A jest taka, na ile
pozwalaja srodki wydawcy i potrzeby czytelnika. Gdy przyjechalem do
Chicago, ukazywalo sie tutaj ponad 15 tytulow. Dzis sytuacja jest
zupelnie inna. Prase polonijna wypieraja magazyny wychodzace w Polsce. W
Chicago mozna je kupic prawie w tym samym czasie, w jakim sa dostepne w
Polsce. Poza tym informacja z kraju plynie o wiele szybciej niz
dawniej. Dzis mamy mozliwosc odbierania na biezaco wiadomosci
telewizyjnych z Polski, a wiele programow radiowych transmituje serwisy z
Polski na zywo. Informacja pokonala granice, ktore blokowaly ja
dawniej. Rowniez i ze wzgledow technicznych. Ale sadze, ze tutejszy
czytelnik wciaz bedzie potrzebowal lokalnych wiadomosci, o tym co dzieje
sie w jego dzielnicy, czy w grupie etnicznej. Dlatego w takim
srodowisku, jakie stanowia Polacy w Chicago nigdy nie znikna
polskojezyczne gazety i programy radiowe. Jestem o to spokojny.
Uczulalbym jednak niektorych wydawcow, by bardziej doceniali swoich
czytelnikow.
Adam Lizakowski: Wrocmy do twojej pierwszej ksiazki wydanej w
Chicago. Nosi tytul "Na krawedzi. Wczoraj i dzis". Spotkalem sie z
opinia, ze celebrujesz w niej zlo. Przejawow zla jest tam zreszta bardzo
wiele...
Andrzej Dudzinski: Tak moze wydawac sie tylko nieuwaznemu
czytelnikowi. Jest to tylko wrazenie powierzchowne. Ja naprawde nie
probuje ekscytowac czytelnika zlem, siegam tylko do jego zrodel. Staram
sie wniknac w jadro jego istnienia, wskazac jego przyczyny. I nawet w
najskrajnieszych przypadkach probuje odnalezc w bohaterze odrobine
dobra, starajac sie wykazac, ze nie ma charakterow wylacznie dobrych i
wylacznie zlych. W kazdym czlowieku istnieje przemieszanie jednego i
drugiego. Proporcje sa tylko zbalansowane w rozny sposob.
Adam Lizakowski: Pokazujesz bohaterow niejednoznacznych i
opowiadasz o nich, probujac odnalezc w zwyklych wydarzeniach parabole
odnoszaca sie do istoty czlowieczego losu. Czytajac te reportaze
nietrudno dojsc do wniosku, ze posiadles umiejetnosc opowiedzenia o
czlowieku tego, co tak naprawde okresla go wobec innych, przyrody, wobec
Boga... Opisujac zwyczajne wydarzenie z zycia potrafisz opowiedziec o
czlowieku cos wiecej, odnalezc pointe...
Andrzej Dudzinski: Rozmawiajac z bohaterami szukam w nich czulych
miejsc. Zdarza sie, ze swiadomie ich prowokuje. Czasam trzeba przegadac
z kims sto godzin, aby uslyszec jedno zdanie. I dopiero to zdanie moze
stac sie kluczem do napisania tekstu.
Adam Lizakowski: Uprawiasz reportaz. Czy to jeszcze dziennikarstwo, czy juz literatura?
Andrzej Dudzinski: I jedno i drugie. Jest to literatura faktu. I
nie mniej, niz fakty i slowo wazna jest tu forma. To opowiedzenie czlowieczego losu,
czy tez wydarzenia, ktore prowokuje do uogolnien i szerszych refleksji.
Rozmawial: Adam Lizakowski
Kula w nogi, czyli dziennikarstwo polonijne, z Andrzejem Dudzinskim rozmawia Adam Lizakowski, Kurier Codzienny, Chicago, 5 - 7 grudnia 1997
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz